Nie chce mi się za bardzo blisko i niedaleko. Ale może jak to blisko i niedaleko nazwę jakoś tak porządnie, to zadziała mobilizująco. Nazwy zawsze na mnie działały mobilizująco. Więc wymyśliłem Jurę domową. A nawet dwie. Północną, do linii Ogrodzieniec-Pilica, i południową, gdzieś do Garbu Tenczyńskiego i Puszczy Dulowskiej. Kiedy w tę sobotę maszerowałem wzgórzami między Rodakami i Chechłem a potem przez te przewspaniałe łąki nad Grabową, to po raz kolejny pomyślałem, że to by mi mogło wystarczyć. Zwłaszcza, jeśli nazywa się tak ekscytująco-elektryzująco. Jura domowa. Północna.





